AKTUALNOŚCI
Wyprawa ALBANIA 2009
2009-09-02 14:22
W sierpniu 2009 roku zorganizowaliśmy wyprawę w dziewicze zakątki Albanii. Pomysł pojechania do tego egzotycznego kraju na południu Europy pojawił się już jakiś czas temu. Baza informacji o tym, dokąd jechać i co oglądać, powstała na podstawie przewodników po Bałkanach, kilku wcześniejszych wypraw w te rejony, oraz dostępnych map papierowych.
Na jednej mapie pozaznaczaliśmy punkty odwiedzane przez inne wyprawy oraz interesujące miejsca z przewodników. Po ich połączeniu powstał bardzo szczególny ślad wyprawy (Vermoush, Teth, Komani, Lurës) bez miejsca na błędy.
Wczesnym rankiem 20.08.2009 ruszamy z Wrocławia, aby przez Czechy Słowację, Węgry dotrzeć do Belgradu w Serbii gdzie mamy pierwszy nocleg nad Dunajem.
Kolejny dzień to zmaganie się z drogami i ruchem w Serbii i Czarnogórze, aby późnym wieczorem dotrzeć do miejscowości Plav, gdzie w urokliwie położonym hoteliku nad samym brzegiem jeziora tuż przy granicy z Albanią zbieramy siły po podróży, aby rankiem powitać Albanię.
22.08.09 Rano jeszcze tankujemy w Plav i jedziemy, trochę myląc drogę - do granicy dojeżdżając rzeką! Na granicy kilka baraków, ale odprawa odbywa się (trzeba przypilnować, żeby dali karteczkę pozwalającą wywieźć samochód w drodze powrotnej) i… wjeżdżamy do Albanii. Dziesięć metrów za szlabanem kończy się asfalt i najbliższe 60 km robimy wąską i kamienistą górską drogą z częstymi mijankami; przejazd zajmuje nam ze 4 godziny, w tym oczywiście robimy sobie częste postoje na fotki i odpoczynek – ale i tak nie spodziewaliśmy się tak słabego tempa. No cóż, jeszcze nie wiemy wówczas, że z takimi prędkościami na drogach w Albanii trzeba się po prostu oswoić. Następnie przejeżdżamy kilka km asfaltem główną drogą do Kopliku, w którym z braku kantorów bierzemy leki (miejscowa waluta) z bankomatu i ruszamy ku Teth, malowniczo położonej wsi w samym sercu Alp Albańskich. Po drodze jemy jeszcze jakąś szemraną baraninę w przydrożnej "restauracji". Znów kilkadziesiąt kilometrów pokonujemy wąskimi kamienistymi dróżkami, nad okropnie głębokimi przepaściami, z częstymi postojami na fotki i ochłonięcie z zachwytu nad urokiem otaczających gór – są po prostu niesamowicie dzikie i piękne. Do Teth docieramy około godziny 20, a na nocleg decydujemy się zostać na campingu na początku wsi. Cały dzień mozolnej jazdy – a my zrobiliśmy chyba zaledwie 150 km.
23.08. Budzimy się rano, a góry nam wchodzą do namiotów! Widoki wprost niesamowite!
Przy zjeździe do Teth spotykamy słynnego już z internetowych opisów małego Francesco, który z kumplami obsiada z zewnątrz nasz samochód i czystą angielszczyzną prosi o przewiezienie do najbliższego mostku i o cukierki dla brata, dla kolegi, itp... Naszym celem znów jest Szkodra, tylko inną trasą. Jak się okazuje, kolejne 70 km pokonujemy znów kamienistą wąską dróżką, w zasadzie bez jakichkolwiek oznaczeń. Pod koniec drogi naprawdę marzymy o choćby kawałku asfaltu, nasza średnia prędkość to 10-15 km/h!
Przed samą Szkodrą zatrzymujemy się by obejrzeć 100-metrowy most Ura e Mesit z XVIII wieku, rozpięty trzynastoma przęsłami nad rzeką Kir. W Szkodrze zwiedzamy twierdzę Rozafa, gdzie najbardziej nas zachwycają widoki na okolice oraz… kawa w zamkowej knajpce. Jeszcze tylko rzucamy okiem z wzgórza zamkowego na XVIII w. ołowiany meczet, i znów do samochodów, bo się ściemnia, a przed nami droga do Komani.
24.08. Rankiem spokojnie zaczynamy się szykować na prom. Do promu dojeżdżamy tunelem (200 leków/auto), jest niesamowity, z zakrętami i zmianą poziomów. Pakujemy się na prom – to cała historia, bo z racji, że pierwsi, to musimy wjechać na rufowy trap, samochód przy samochodzie. Po zaparkowaniu zastanawiamy się, czy przypadkiem auto nie zostało na „luzie”. Wkrótce rozpoczynamy trzygodzinny rejs po Drinie, pogoda jest słoneczna ale bardzo wietrzna. Zmienne krajobrazy, góry niskie i wysokie, strome i łagodne, pokryte lasami i sterczące prosto z wody strome białe ściany. Pod koniec rejsu trochę już mamy dosyć. Wjeżdżamy na stały ląd w Fierzë i kierujemy się do Kukës. Do zrobienia mamy około 100 km pięknym, nowym asfaltem, ale trwa to wszystko ponad 3 godziny, nie daje się szybciej… Praktycznie na całej drodze nie ma odcinka 100 m prostej, tylko zakręty i zakręty... Na początku tego przejazdu odbywa się jeszcze mały remoncik LR – wymiana krzyżaka wału, 2 godzinki – i dalej w drogę. Pod wieczór przy dojeździe do Kukës zaczyna grzmieć i błyskać się, więc decydujemy się na nocleg w hotelu ze strzeżonym parkingiem w samym mieście. Na ulicach przysłowiowy orientalny sajgon, każdy robi co chce, tylko duża liczba policjantów próbuje zapanować nad utrzymaniem jakiegokolwiek porządku.
25.08. Ruszamy z Kukës z zamiarem zjedzenia śniadania gdzieś po drodze. Przy okazji tankujemy w jakiejś wsi, gdzie jest wyłącznie ropa, nawet z zielonego dystrybutora – długo trwały przekonywania, że to na pewno jest to, co chcieliśmy mieć w baku. Kawałek drogi jedziemy nowym asfaltem, ale szybko się orientujemy, że remontowana jest zupełnie inna droga, nie główna, jak się wydawało z mapy. Czyli znów w dół, po wykrotach, żeby składając do kupy informacje z gps-ów i map dotrzeć do wsi – jak się okazało, znów nie tej co trzeba. Na szczęście Albańczycy są zawsze skorzy do pomocy, tym razem pomaga nam przemiły dziadek, jadąc w LR i pokazując oraz intensywnie tłumacząc po albańsku, gdzie należy jechać. Uff, wreszcie się udało. Znów wąsko po kamieniach w kierunku gór Lurës. Po raz kolejny widoki powalające – szerokie doliny i góry, góry, góry. Przed Arras zgodnie z wytycznymi skręcamy za żółtym wrakiem landka i zaczynamy się wspinać. We wsi Çidhën znów mylimy drogę – ale o to nie trudno, bo oznaczeń brak, chociaż na gps-ie wydawało się OK, po prostu jedziemy kilkadziesiąt metrów w bok od właściwej drogi, za to kilkaset metrów niżej. Właściwą drogę wskazuje nam kolejny miły gość – Albert – na motocyklu. Po mozolnej wspinaczce w górę a potem w dół docieramy do Lura e Vjetër, skąd jedziemy nieco na południe wolniutko brnąc kamienistą drogą z głębokimi koleinami, aby znaleźć miejsce na nocleg nad jednym z wielu jezior w tym parku narodowym. Tu pierwszy raz śpimy w samochodzie, spodziewając się, że będzie zimno na wysokości prawie 1800 m n.p.m.
26.08. Podążamy malowniczą trasą przez góry Lurës, często na reduktorze, zdarza się, że bardzo ostrożnie na jedynce. Koleiny, kamienie, głazy wymagają najwyższej czujności przy jeździe. Mijamy kolejne jeziora, w sumie prawie dwadzieścia, każde w innym toczeniu i scenerii; najbardziej zachwyca nas typ „Loch Ness” z fantazyjnie powyginanymi gałęziami sterczącymi po środku nieruchomej tafli wody (albański potwór?!). Mozolnie zjeżdżamy z gór. Mijając księżycowe krajobrazy dające się we znaki przede wszystkim wszechobecnym kurzem w autach, kierujemy się coraz lepszymi drogami (!) nad Adriatyk. Jeszcze wjeżdżamy w cudowny przełom rzeki Mat i pod koniec dnia zjeżdżamy na pas nizin nadmorskich. Naszym celem jest nocleg na plaży na wysokości miasteczka Lezhë – cała plaża nasza (szkoda, że nieco brudna), kąpiele w morzu – nasze i samochodowe, obowiązkowa rakija, winogrona i surowe figi, no i zasłużony sen. Tym razem nocleg na poziomie 0 m n.p.m.
27.08. Dziś żegnamy się z Albanią - wracając do domu, kierujemy się na północ wzdłuż wybrzeża – jeszcze tylko jeden nocleg gdzieś nad morzem w Czarnogórze i tylko 2 tys km do domu...
Grupa Kapitałowa Południe-Zachód
Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością
Siedziba i adres do korespondencji
ul. Hubska 96
50-502 Wrocław
- tel.:
0-71/ 33-45-415
0-71/ 72-28-051 - fax:
0-71/ 33-45-430
0-71/ 72-28-050 - email:
- biuro@pz.com.pl































